Dzień Patrona i Święto Pieczonego Ziemniaka w wykonaniu najmłodszych klas

Za sprawą połączonych uroczystości: Dnia Patrona oraz Święta Pieczonego Ziemniaka, pierwszy dzień jesieni w naszej szkole okazał się gorący i pełen wrażeń, mimo że pogoda próbowała nas wystraszyć chmurami. Na szczęście ziemniaki nie boją się deszczu, a święci-  tym bardziej!

Część pierwsza: święty i kredki w akcji

Dzieci z oddziału przedszkolnego oraz pierwszaki rozpoczęły dzień od poznania postaci św. Stanisława Kostki. Okazało się, że to naprawdę ciekawy patron. Po krótkiej lekcji przyszła pora na prace plastyczne. Dzieci dwoiły się i troiły, by portrety świętego były dopracowane w najmniejszych szczegółach.

Część druga: ziemniaczana olimpiada

Po artystycznych popisach nadszedł czas na sport w wersji ziemniaczanej. A tam… działo się!

  • Wyścigi w workach – kto myślał, że bieg w worku to prosta sprawa, szybko zmienił zdanie po wykonaniu kilku podskoków i… zagubieniu butów.
  • Transport ziemniaka na łyżeczce – jedni prowadzili kartofla jak luksusową limuzynę, inni jak rozpędzony rollercoaster, a kilka ziemniaków marzyło chyba o karierze w cyrku.
  • Wykopki – prawdziwy trening dla przyszłych rolników. Ziemniaki broniły się dzielnie, ale nasze dzieci były sprytniejsze i szybsze niż kombajn.
  • Kto pierwszy zdobędzie ziemniak – konkurencja przypominająca polowanie na skarb. Emocje jak na finale mistrzostw świata – z tą różnicą, że zamiast złotej piłki w rękach lądował ziemniak.
  • Uwaga, ziemniak parzy! -kartofel latał z rąk do rąk jak gorący news w internecie. Kto się spóźnił, ten parzył się…, ale ze śmiechu.

Doping był głośniejszy niż na stadionie narodowym, a ziemniaki zostały jednogłośnie okrzyknięte bohaterami dnia. Jak przystało na prawie olimpijskie zmagania, uczestnicy otrzymali okolicznościowe medale.

Część trzecia: zasłużona uczta

Po takiej dawce emocji każdy zawodnik potrzebował regeneracji. Na szczęście czekała już nagroda: grillowane kiełbaski i oczywiście ziemniaczki przygotowane przez niezawodne trójki klasowe i Radę Rodziców. Posiłek znikał szybciej niż ziemniak w konkurencji „kto pierwszy zdobędzie kartofla”.

Na koniec kilku małych mistrzów podsumowało całą imprezę jednym zdaniem:
– Szkoda, że to tylko jeden dzień w roku!

I chyba trudno się z nimi nie zgodzić – bo kto nie chciałby, by jesień zaczynała się zawsze od świętego, śmiechu i ziemniaka na medal? 🥔🏅

 

Autor tekstu: Celina Błaszczyk